„Wypierdalaj!” - warczy do mnie Wojciech Olszański przed wejściem do Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi Południe,. To jawny znak, że zaraz zacznie się kolejna rozprawa procesu oskarżonego Grzegorza Brauna.
Olszański dopiero usłyszał wyrok za groźby karalne, ale zachowuje się nadal skandalicznie.
Chwilę wcześniej jakiś skrajnie pobudzony braunista wystartował do mnie z rękami. Powód? Otóż zatrzymałem się przy kobiecie, która mnie filmowała z odległości pół metra i zapytałem grzecznie w czym mogę pomóc. „Moją żonę atakujesz!” - rozdarł się mąż i ruszył z szarżą. Przepchnął mnie wystającym brzuchem, potem złapał mnie za rękę, odepchnął.
Zgłosiłem policji, spisała typa.
Na sali pobudzony Marcin Rola podskakiwał wokół mnie z kamerą sugerując, że akt oskarżenia nic nie kosztuje, a ja zbieram pieniądze na postawienie go przed sądem. Cóż, w zakresie przepisów prawa jest najwyraźniej takim samym ekspertem co w dziedzinie geopolityki. Pamiętacie to jego:„jaka wojna z Ukrainą! Putin was zrobił jak małe dzieci!”
Zapytałem go dlaczego łże publicznie na mój temat. Przypominam, że Rola obrzucił mnie obrzydliwymi fejkami zarzucając mi związki z pedofilią.
Przegrał już dwie sprawy, najwyraźniej potrzebuje trzeciej. OK, jesteśmy umówieni!
A potem wszedł Braun i zaczął swój cyrk.
Nazywał prokuratora Macieja Młynarczyka „patoprokuratorem”, „banderowskim prokuratorem”, „ukropoliniakiem”. Sędzia zwrócił mu uwagę, by zmienił słownictwo. Raz, drugi…
Za trzecim sędzia Marcin Brzostko wydalił oskarżonego z sali na pół godziny. By ten miał czas ochłonąć i przemyśleć swoje zachowanie.
O matuchno, o Jezuniu i wszyscy świeci! Sąd kapturowy Brauna chce nam zamordować! - rozdarły szaty wszelkie skrajnie prawicowe profile w socialach. Do chóru dołączyli obrońcy. Braun ma ich aż trzech i wszyscy są na sali, więc trudno mówić o naruszeniu prawa do obrony.
Wszyscy grają na wysokim C, przyrównując Brauna do żołnierzy wyklętych, a nie zwykłego chuligana. „Może od razu sprowadzić go do piwnicy i zastrzelić!” - mówił do sądu adwokat oskarżonego.
Następny wyrzucony z sali został Olszanski. Chamskie, prymitywne zachowanie zostało dostrzeżone przez sędziego, który zabronił neofaszyście powrotu na rozprawę.
Braun po powrocie na salę złożył wniosek (ponowny) o odsunięcie prokuratora Młynarczyka od sprawy. Argumentował to rzekomym „prześladowaniem” jego partyjnych towarzyszy. Bo Karolina Pikuła była przesłuchiwana. W dodatku Braun przytaczał pytanie ze śledztwa, które są chronione tajemnicą postępowania przygotowawczego. Czy tajemnicę złamała Pikuła opowiadając pryncypałowi szczegóły?
Nie, Braun stwierdził na sali sądowej, że zna treść pytań dzięki swoim… zdolnościom telepatycznym!
Ok, robienie idiotów ze swych wyznawców to jego prawo. Mogę nawet przewidywać, że niektórzy uwierzą w telepatię, jak uwierzyliby że Braun chodzi po wodzie i zamienia wodę w wino, a nawet wódkę. Ale opowiadanie takich dyrdymałów w sądzie to bezczelna kpina.
Potem było przesłuchanie świadków w sprawie zniszczenia przez Brauna choinki w krakowskim sądzie. I niekończące się dywagacje obrony: ile było tych bombek, ile kosztowała jedna, a to się nie dało kupić taniej? A jakimi farbkami były pomalowane, a jak gęsto zawieszone… itp, itd. W dodatku zadawane po kilka razy, bo co prawda oskarżony adwokatów ma trzech, ale chyba żaden nie słucha tego, co mówią pozostali.
Kwestia rozbija się o wartość choinki i zniszczonych bombek. Bo jeśli kosztowały poniżej 800 zł to czym będzie jedynie wykroczeniem. Powyżej tej kwoty to już przestępstwo, a więc i kara wyższa.
Bombek ręcznie malowanych było ok. 50, koszt wytworzenia jednej to 30 zł. Ale co roku były licytowane na WOŚP osiągając na aukcji cenę przekraczającą 5 tys. zł.
Rzecz jasna kiedy wandal Braun je rozbił to nie mogły zostać zlicytowane.